Podławek. Spod ławki do szuflady.

Różne myśli. Potargane takie jakieś …

Wielkanoc

Brak komentarzy

Zimowa za oknem aura. Miało być tak pięknie, a wyszło jak zawsze. Zima. Smutek, samotność. Zadzwoniła wieczorem sąsiadka, by przyjść do niej na sąsiedzkie spotkanie przedwielkanocne przy winie ;) Wyszykowałam się. Nie poszłam. S. zepsuł wszystko. Jednym słowem. jednym gestem … jak Marek Dyjek śpiewa. Dalszy ciąg łatwy do przewidzenia. Zamykam się w skorupie wielkanocnego jaja. Nikt i tak nie będzie szukał. Jedynie Mama telefonicznie wyczuła, że coś jednak nie tak. Matki tak pewnie już mają. Zawsze wiedzą, choćby o tysiące kilometrów oddalone były.

Udanych świąt – mimo wszystko :)

„Zmiany przyjdą na pewno, ale nie wtedy, gdy się na nie czeka.” (Stefan Kisielewski)

W poniedziałek S. dostał wypowiedzenie z pracy. W ciągu ostatnich 3 lat to już drugi raz :( Odechciewa mi się wszystkiego. Wszak wiadomo – gdy nie ma się pracy – z reguły miewa się kłopoty. Mało ich mam?

W tłusty czwartek pączki prawdopodobnie nie tuczą. Czy to prawda – okaże się. Niebawem. Dzisiaj jeszcze o tym nie myślę. Pochłaniam.

Zima

Brak komentarzy

Zima trzyma. Mroźno, biało, słonecznie – pięknie.  W takich to okolicznościach natury przeczytałam „Drwala” M. Witkowskiego. Dużą frajdę sprawiło mi obcowanie z lekkim piórem, z błyskotliwymi spostrzeżeniami, z genialną autoironią. Książka anonsowana jako kryminał. No jeśli już – to taki bardziej obyczajowy kryminał. W każdym razie dobra proza. Warto sięgnąć.

W jakimś dziwnie niezrozumiałym kierunku wszystkie sprawy moje a także okołorodzinne biegną. Zahibernowana -30 stopniowymi mrozami nie myślę jednak o tym zbyt dużo. Chyba się starzeję, obojętnieję, gnuśnieję…. A niech tam…Niech się stanie, co stać się ma.

:(

Brak komentarzy

Co tu mówić, gdy jak grom z jasnego nieba spada informacja – nie żyje Wisława Szymborska. Odeszła we śnie. I uporczywie  już nigdy JEJ nie będzie … .

urodziny

Brak komentarzy

Odkąd wkroczyłam w balzakowski wiek, odliczam urodzinowe daty wstecz. I tak to oto od wczoraj jestem uroczą :) trzydziestopięciolatką. Nie był to jednak dobry dzień. Najpierw rano zniknęła blogowa notka (niczego nie dowiecie się więc o poważnych nadużyciach i nagminnym naciąganiu prawa, a miejscami wręcz łamaniu go w pewnej edukacyjnej placówce, do której stosunek mam nieobojętny). Ale to może i lepiej. Wyrzuciłam w tej zaginionej notce wszystko, co mi na sercu leżało. Nie pomogło wcale. Nadal czuję się podle z myślą, że jestem konformistką i tchórzem, że nie mam odwagi publicznie powiedzieć, że jednak król jest nagi. Eh… Potem zepsuł mi się samochód. Gdy zostawiłam go na środku skrzyżowania, by poszukać pomocy, ktoś pięknie wkomponował mi się w tylny zderzak. Wiem już więc, na co wydam w najbliższym czasie sporą sumkę ;( A po południu – po południu koszmarna awantura u siostry, ja więc w charakterze gorącej linii… Innych prezentów nie było. Na szczęście. Oryginalne urodziny, prawda?

Tak więc z postanowieniem niepostanawiania niczego wkroczyłam w 2012 r. W zabłoconych butach, mokrych barchanach z zaciekawieniem spoglądam w niebo. Jaki będzie dla mnie, dla mojej rodziny ten Nowy Rok? Z niecierpliwością czekam na rozwój wydarzeń. Czytam „Sekret”, podglądam irańskie kino. Naprawdę niezłe są filmy „Rozstanie” i „Co wiesz o Elly”. Poleciłam obydwa tytuły swoim uczniom jako zadanie nadobowiązkowe i zaczyn do poegzaminacyjnej dyskusji, Ciekawa jestem …

Drugi świąteczny dzień mija. Chyba dobrze, wszystko niby zgodnie z tradycją, liczba potraw na stole się zgadzała, siano pod obrusem było , światełka na choince też. prezentów co prawda niewiele, ale pod choinką czekały na szczęśliwców , którzy zasłużyli. I tylko aura nietradycyjna. Aż trudno uwierzyć, że to Boże Narodzenie. Deszcz, błoto, niskie ciśnienie skutecznie psują atmosferę. I nawet muzyka plus dobre wino w niewielkmi tylko stopniu ratują sytuację. No nijak nie mogę poczuć magii tegorocznych świąt :(

Żal

Brak komentarzy

Havla już nie ma i Cesarii Evory i Wioletty Villas też nie ma i ekstrawaganckiego dyktatora z Korei też nie. Obfite żniwo Pani z kosą zbiera. Havla bardzo, bardzo mi żal, a i za cudownym głosem Cesarii tęsknić będę. Dyktatora  żal jakby mniej a nawet wcale, ale …

Mama wrócila , telefon milczy, bo odsypia podróż. Przed nami wiele trudnych rozmów. W pracy też jakoś ostatnio nie najlepiej. Nie jestem w stanie zaakceptować faktu, iż zmusza się mnie do fałszowania obecności słuchaczy, do fałszowania klasyfikacji, aby tylko „praca byla”. Nie zaakceptują też tego, że niektórzy koledzy po fachu „zaliczają” za słuchaczy egzaminy klasyfikacyjne wynikające z różnic programowych. Zaliczają, czyli podkładają protokoły z egzaminów, które nigdy tak naprawdę się nie odbyły, albo podsuwają zdającym pod nos gotowe rozwiązania :) Nie godzę się na to i…mam problemy :(  I tak to jakoś blado wszystko u mnie w ten przedświąteczny czas wygląda. Czy będzie lepszy ten Nowy 2012 rok? Powiedzcie, że będzie, bo ten dość poważnie dał mi się we znaki.

Mikołaj

Brak komentarzy

Nie przyszedł :( Kupiłam sobie książkę. Umberto Eco zamiast Mikołąja. Kto wie, czy to nie lepszy wybór?

grudzień

Brak komentarzy

Już grudzień. Jak ten czas leci … A listopad był ładny tego roku. Słoneczny, bezdeszczowy. Sąsiad trawę dzisiaj kosił. W moim ogrodzie kwitną jeszcze róże, a wierzba w liście wciąż ustrojona.

To była niedobra noc. Wiało okrutnie. Parawan runął :( Wszystko, co lubię i co sprawia mi radość tracę w taki głupi sposób. Smutno mi bardzo.

Nie wydarza się jakoś szczęśliwie nic gorszego, ale ja jednak w niepokoju trwam. Może gdyby mróz i śnieg, gdyby zima delikatna pojawiła się albo ciśnienie gdyby jakoś się unormowało…może bardziej chciałoby mi się cokolwiek chcieć, tak samo intensywnie, jak teraz NIE CHCE MI SIĘ.

Nie poszłam dzisiaj na angielski i teraz jestem sama na siebie zła :(
Jednak te 20-godzinne weekendowe maratony w szkole zaocznej coraz bardziej nie wychodzą mi na zdrowie. Pół tygodnia potem odreagowywuję. a kolejne pół zamartwiam się, że sobota i niedziela znów blisko. No, ale przecież sama sobie taki zawód wybrałam :)

Pozytywne w ostatnich dniach wieści:
a) niezbyt lubiani sąsiedzi w końcu wyprowadzają się.
b) na FM licytacja trwa, a ja czynnie udział biorę.
No i czy przypadkiem do Świąt BN nie jest już coraz bliżej?

Przeczuwam, że COŚ się wydarzy. Nie wiem, co. Wiem, że niedługo, niepokoję się, trochę obawiam. Oby jak najprędzej wylazlo. Szydło z wora, bo nie lubię żyć w napięciu. No i żeby raczej łaskawe było. To szydło …Piękny ten tegoroczny listopad…Ale dlaczego niespokojny taki?



U siostry sytuacja narazie nijaka, Raczej ku upadkowi się ma. Na renesans nie liczę :( Mama też zaczyna przebąkiwać o najgorszym :( I brat w zaległości popadł. Czy ja cały świat mam na swoich ramionach udźwignąć? Jakiś wewnętrzny opór się we mnie rodzi. I mam ochotę – niczym Felicjan Dulski w kluczowej sytuacji – krzyknąć – " A niech Was wszyscy diabli…"
Czy to jednak cokolwiek zmieni?
Ot, i sobie pogadałam.
Od czasu do czasu brakuje mi czasu. Na myślenie też, ale to akurat  dobrze, bo ledwie uporałam się z wizytatorem z kuratorium, okazało się, że dyrekcja na kolejny genialny pomysł wpadla, aby w ubiegłorocznych dziennikach na stronach, gdzie zaznacza się obecność – wszystkie kropki pozamienać na plusiki. Czemu to ma służyć – nie zdradzono. Wydano polecenie z nakazem- WYKONAĆ NATYCHMIAST. Opary absurdu zdecydowanie skumulowaly się nad moją placówką, 
……..

Tym razem udało mi się pamiętać, że ciasto na pierniki powinno ok. 6 tygodni leżakować. Tak więc dzisiaj zrobiłam, odstawiłam w chłodne miejsce – niech dojrzewa. Za czas jakiś będzie można świątecznie pierniczyć :) Tymczasem przede mną trudny wyjazd na południe. Trudny, bo…mamy sprawy jakoś zalawiać zacząć trzeba i z siostrą porozmawiać o jej ROZ-związku :)  

Aha- zaczęłam malować paznokcie. Jakkolwiek by to dziwnie nie zabrzmiało – do tej pory tego nie robiłam. 

następczość

2 komentarzy

Jeśli prawdziwą jest teoria, że po latach tłustych siedmiu, równie siedem chudych nadejść musi, to u mnie właśnie – zdaje się – chudość zagościła. Szkoda, że nie nie dotyczy to ciała. Tutaj reakacja raczej odwrotnie proporcjonalna. Wie ktoś może jak odczarować los?

Niedobry to był dzień. Telefon wyświetlający nazwisko przełożonej niczego radosnego raczej nie zapowiadał. Przeczucie mnie nie zawiodło. Nie ja narobiłam bałaganu, nie ja pracuję  w sekretariacie, nie ja jestem dyrektorem, nie ja przyjmuję uczniów do szkoły i ich dokumetację  Ponadto. w czasie gdy bałagan, który wywołałał niezłą awanturę w kuratoruium powstawał – miałam złamaną nogę i byłam na półrocznym zwolnieniu. Ale kto teraz za wszystkie grzechy świata odpowiada? No kto – oczywiście – wychowawca. No bo ostatniego w łańcuchu zależności i podległości zawsze gryzą psy. Niedobrze, gdy w ich roli występuje równie wściekły dyrektor. Obyś cudze dzieci uczył – czyżby klątwa rzucona przed wiekami naprawdę działała? Eh…Dobrych myśli mi trzeba.

Nauczyciela dzień

2 komentarzy

W mojej szkole bez fajerwerków. Smutna akademia, jeszcze smutniejsze spotkanie w szkolnym bufecie. Zmęczone twarze, podkrążone oczy, kilka nagrodzonych osób jakby odświętniej wystrojonych, pozostali nerwowo spoglądający na zegarki, by jak najprędzej wrócić do domów i w samotności przeżywać swoją zlość, frustrację, poczucie klęski. Kiepska kondycja nauczycielskiego ciała z pewnością przekłada się na kiepską kondycję polskiej szkoły. Czy jednak nie jest to przypadkiem zamknięte koło? Jako że jednak „Człowiek na poziomie powinien trzymać się w pionie” – tak więc nie przejmować się (zanadto)  i robić swoje (w miarę możliwości)  postanawiam  :) Jutro za to mam wolny dzień. Cały wolny. Od wszystkiego. :) Po nim -niestety – sobotnio niedzielny maraton.
chryzantemy

 

Romans?

1 komentarz

Ciekawe, jakie są granice wolności w małżeństwie? Czy sms-y w obydwie strony płynące to już romans, czy jeszcze niewinny flirt? Czy lepiej na zimne dmuchać, czy raczej szeroki krąg tolerancji roztoczyć? Dla mnie sprawa jest oczywista – brak zaufania to koniec związku. Swoją drogą – nigdy do głowy by mi nie przyszło, żeby sprawdzać listę sms-ów S. Z wzajemnością. Ale… bo to wiadomo, co, gdzie, kiedy i komu przytrafić się w życiu może? Narazie problem ma bliska mi osoba.

Nowe? Stare?

4 komentarzy

Jesienne wybory za nami. Następne cztery lata zaplanowane. Teoretycznie uklad sił nie zmieni się. Zwycięzca ten sam, koalicjant prawdopodobnie też. Co nam jednak przyniosą te nowostare rządy? Czego się spodziewać? Wątpliwości mnóstwo. I przyznać się muszę, że pierwszy raz w dorosłym życiu nie głosowałam. Platforma lokalna, czyli gdańska, mocno mnie rozczarowała, od Pisu daleka jestem od zawsze, Palikotowi przyglądam się z zainteresowaniem, ale…Lewica mocno przybladła.  Nie chciałam glosować przeciwko. Głosować za…nie dostrzegłam jakiegoś rozsądnego wyboru. Zostałam w domu i zamartwiam się myślą, czy nie daj Boże pani Katarzyna Hall nadal będzie moją najgłówniejszą przełożoną?  Wolałabym nie…Jakiś dłuższy czas temu napisałam do Pani Minister maila z konkretnym pytaniem natury zawodowej ( bo przepisy dwuznaczne, niejasne) . Do dzisiaj odpowiedzi nie otrzymałam….Tak…..Ciekawe, co by było, gdybym ja reagowała na pytania uczniów z dwumiesięcznym opóźnieniem lub – co gorsza – w ogóle nie reagowała. Czy także miałabym szansę na tekę ministra?

Powered by WordPress Web Design by SRS Solutions © 2012 Podławek. Spod ławki do szuflady. Design by SRS Solutions